Cień Olbrzyma – Orson Scott Card

Po rozczarowaniu jakim był „Teatr Cieni” Orson Scott Card zdecydowanie odkupuje swoje winy. Oczywiście, mimo że historia w poprzedniej książce mnie zawiodła nie znaczy, że czytało ją się źle. Autor, niezależnie od pomysłu jaki przelewa na papier, posiada niesamowity dar opowiadania historii w lekki i całkowicie pochłaniający sposób. Za każdym razem, gdy sięgam po jakiekolwiek jego dzieło, zadziwia mnie jak bardzo daję się wciągnąć kolejnym stronom nie zważając na co raz późniejszą godzinę.

„Cień Obrzyma” jest ponownie bezpośrednią kontynuacją poprzedniego tomu zarówno jeśli mówimy o czasie akcji jak i również o rozpoczętych wątkach. Po ostatecznym powstrzymaniu Achillesa i usunięciu go z równania, Groszek wraz z Petrą całkowicie poświęcają się odnalezieniu wszystkich swoich embrionów wykradzionych przez Volescu. Z drugiej strony Peter usiłuje odbudować znaczenie stanowiska Hegemona i zjednoczyć w pokojowy sposób cały świat pod banderą jednego tworu – Wolnych Ludów Ziemi.

W recenzowanej książce następuje lekka zmiana priorytetu wątków względem poprzedniego tomu. Główna historia krąży wokół Petera, jego rozgrywek, planowaniu oraz walce z największymi mocarstwami – Indiami, Chinami i Państwem Islamskim. Trzy państwa, na których czele stoją członkowie jeeshu Endera, trwają w konflikcie ciągle zmieniając strony, a Hegemon oczekuje na dogodny moment by skorzystać z sytuacji i wygrać jak najwięcej. Orson Scott Card przedstawia gry wojenne, taktykę, planowanie w bardzo przystępny dla laika sposób. Fakt – niektórzy powiedzą, że wszystko jest zbyt uproszczone, jednakże według mnie konflikt zbrojny jest tu tylko tłem i pominięcie pewnych detali na rzecz skupienia się na głównych dowódcach wydających rozkazy tylko tu procentuje. Zdecydowanie dzięki temu historia nie traci dynamiki, a zarazem jest prosta w odbiorze dla każdego kto nie gustuje w tematyce militarnej.

Patrząc na głównych antagonistów jakimi są wyznawcy Islamu zastanawiam się czy „Cień Olbrzyma”, gdyby powstał teraz, zostałby w ogóle wydany. W dzisiejszych czasach poprawności politycznej z jednej strony i napływu muzułmanów do krajów łacińskich z drugiej – Card mógłby szybko stać się celem do odstrzału, zarówno przez polityków jak i islamskich ekstremistów.

Wracając do fabuły, historia Groszka także cały czas przewija się między rozdziałami poświęconymi Hegemonowi. Poza próbą osiągnięcia jedynego celu jaki mu pozostał przed śmiercią (odnalezienia swoich dzieci) cały czas pozostaje prawą ręką Petera, asem w rękawie mającym wygrać każdą, nawet najtrudniejszą wojnę.

„Cień Olbrzyma” im zbliża się ku końcowi, tym zdecydowanie bardziej wygląda na książkę, która ma zwieńczyć Sagę Cienia. Piękna podróż, w której śledziliśmy losy bohaterów Szkoły Bojowej dobiega końca. Końca, w którym Card zastosował kilka twistów, zabawił się w Boga i każdemu z bohaterów wyznaczył dalszą ścieżkę. Przepiękne zakończenie, którego końca całkowicie się nie spodziewałem. Z całej Sagi Cienia to właśnie tutaj jesteśmy świadkami rozbudowania relacji, które podążają w kierunkach, których nikt się nie spodziewa i to właśnie tu nasi bohaterowie najbardziej się zmieniają.

Historia tworzenia Hegemonii na Ziemi zostaje w pewien sposób zakończona, jedyne czego brakuje to finał podróży Groszka i o tym właśnie mówi kolejny tom Sagi „Ucieczka Cienia”.

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *