Piloci Księżycowego Miasta – Ryszard Kwosek

Na początku lipca premierę miała książka „Piloci Księżycowego Miasta”, będąca debiutem Ryszarda Kwoska. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Manufaktura Słów miałem okazję zapoznania się z egzemplarzem recenzenckim.

Niezmiernie się cieszę, że na polskiej mapie gatunku science-fiction pojawiają się nowe nazwiska, które chcą pisać i wydawać powieści. Debiuty literackie na pewno kosztują wiele nerwów, samozaparcia, dyscypliny i siły przebicia, dlatego też przy takich książkach pozwalam sobie lekko przymknąć oko.

Trzeba przyznać, że opis z tyłu książki, mówiący że mamy do czynienia z science-fiction niczym z najlepszych lat tego gatunku i nawiązującym do powieści Clancy’ego i Scalzi’ego brzmi obiecująco, jednak niestety jest zdecydowanie na wyrost.

Fabuła recenzowanej książki umiejscowiona jest w niedalekiej przyszłości, w której istnieją takie twory polityczne jak Stany Zjednoczone, Konfederacja Wschodnia, Sojusz Azjatycki oraz Europa. Zniknął podział na niewielkie państwa na rzecz wielkich mocarstw. Stany i Azja trwają w sojuszu, Europa została pozostawiona sama sobie będąc w niebezpiecznym położeniu obok największej nuklearnej siły jaką jest Konfederacja Wschodnia. Napięcia polityczne przypominają czasy zimnej wojny. W każdym państwie roi się od szpiegów i tajnych agentów co doprowadza do kuriozalnych sytuacji, gdzie każdy podejrzewa każdego, gdzie wszechobecny spisek jest czymś oczywistym. W tym aspekcie powieść wydaje się nawiązywać do „Rok 1984” Orwella, z tym że rzecz dzieje się w przyszłości, w której ludzkość, mimo ciągłych napięć politycznych, zdążyła już wybudować bazę na Księżycu i jest w trakcie budowania drugiej.

Załoga floty Księżycowego Miasta dostaje za zadanie wyruszenie w przestrzeń kosmiczną i przechwycenie znajdującego się tam satelity, który może zakończyć impas w jakim trzymana jest Europa przez Konfederację Wschodnią i przechylić szalę zwycięstwa i wpływów. W tak przedstawionym świecie nie dziwi fakt, że cała misja utrzymywana jest w ogromnej tajemnicy. Pojawiają się manewry mające na celu zmylić każdego byleby nie odkrył prawdy, ponieważ od tego czy wyprawa się powiedzie, będzie zależał przyszły układ geopolityczny.

Już po przeczytaniu kilkudziesięciu stron widać, że mamy styczność z debiutem literackim. Od samego początku pojawia się duża ilość nazwisk, które ciężko zapamiętać i chwilę zajmuje aby odnaleźć się w całej sytuacji. Niektóre z nich są całkowicie nic nieznaczące dla fabuły i wprowadzają jedynie mętlik podczas próby uporządkowania w swojej głowie wszystkich informacji. Specyficznym rozwiązaniem jest rezygnacja z rozdziałów, widocznego podziału na dwa czy trzy tory, którymi kroczy fabuła, co niestety wpływa bardzo negatywnie na odbiór całej historii. Szybkie, krótkie akapity, przeskoki do innego miejsca czy bohatera prawdopodobnie miały na celu wprowadzić więcej dynamiki, jednakże czytając odnosi się wrażenie, że mamy styczność z szkieletem scenariusza.

Pod koniec książki akcja szybko zaczyna nabierać tempa by w pewnym momencie nastąpiło cięcie i bez żadnego wyjaśnienia czytelnik został przeniesiony kilka miesięcy wprzód. Czekając na jakiekolwiek wyjaśnienie dowiadujemy się tylko o panującej wszechobecnie sielance.

Sposób przedstawiania walk pokazuje, że autor chciał pokazać punkt widzenia każdej ze stron konfliktu, jednakże powoduje to, że tak naprawdę nie wiemy kto jest tu antagonistą. Oczywiście łatwo jest trzymać stronę głównego bohatera i Europy dążącej do złagodzenia konfliktu, jednakże przeciwnik nie robi nic co mogłoby być faktycznym zagrożeniem.

Ryszard Kwosek chciał stworzyć polityczne science-fiction z elementami podróży w przestrzeń kosmiczną jednak nie wyszło mu to zbyt dobrze. Zamiast niewielu dobrze zaplanowanych intryg przez niejednoznacznych bohaterów, których moralność możemy stawiać pod znakiem zapytania, otrzymujemy płytkie wątki często nic nie wnoszące do fabuły związane z postaciami, które są zupełnie nijakie.

„Piloci Księżycowego Miasta” to książka, w której autor próbował zawrzeć kilka niekonwencjonalnych rozwiązań, jednak nic tu dobrze nie zagrało. Bardzo bym chciał móc ocenić dzieło polskiego autora bardzo wysoko, ale nawet przymykając oko na wiele rzeczy nie jestem w stanie dać wysokiej noty. Ani nie czytało się lekko, ani przyjemnie, opisy były zdecydowanie za długie i nie przykuwające uwagi, wątki i intrygi sprawiały wrażenie szkicu, postaci drugoplanowe były płytkie, a do tego wszystkiego styl pisania sprawiał, że od połowy książkę czytało się coraz ciężej.

Niestety, ale widać, że przed Panem Ryszardem Kwoskiem jeszcze długa droga. Cieszy fakt, że ma chęci i postanowił poświęcić ogrom czasu i pracy nad tą powieścią, za co ogromnie go szanuję, jednakże brakuje tu profesjonalnej ręki redaktora oraz wprawnych oczu, które na bieżąco będą czytały kolejne strony powieści i przekazywały uwagi dotyczące fabuły.

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *