Przebudzenie Lewiatana – James S.A. Corey

Gdy na platformie Netflix pojawiła się produkcja The Expanse, wiedziałem, że to będzie seria, która trafi prosto w moje fantastyczno-naukowe serce. W międzyczasie, kiedy wyprodukowano drugi sezon serialu dowiedziałem się, że historia oparta jest na bestsellerowym cyklu książek. Informacja o anulowaniu produkcji przez stację SyFy (po trzecim sezonie) spowodowała, że stwierdziłem, iż w ten czy inny sposób muszę śledzić dalej losy bohaterów, z którymi zdążyłem zżyć się na przestrzeni ostatnich 3 trzech lat. W taki sposób sięgnąłem po Przebudzenie Lewiatana i wróciłem do początków historii.
 
Cały cykl książek pisany jest pod pseudonimem James S.A. Corey, ukrywającym nazwiska dwóch osób: Daniel Abraham i Ty Franck – obaj zaczynali jako asystenci znanego wszystkim Georga R.R. Martina.
 
Przebudzenie Lewiatana oraz wszystkie pozostałe tomy ukazują się w Polsce dzięki wydawnictwu MAG. Książka w twardej okładce ze znakomitą grafiką niestety traci w odbiorze poprzez bardzo dużą liczbę literówek. Dodatkowo moja wersja zaskoczyła mnie przy pierwszym otworzeniu, ponieważ strony zostały wklejone w okładkę „do góry nogami”. Osobiście mi to nie przeszkadza i potraktowałem to jako zabawną ciekawostkę, ale fakt faktem – tak rozpoznawalnemu wydawnictwu tego typu wpadki nie powinny się zdarzać.
 
Witaj w przyszłości” – tymi słowami zaczyna się opis z tyłu książki i właśnie one idealnie umiejscawiają czas akcji. Wiemy, że fabuła powieści toczy się w przyszłości, lecz nie znamy konkretnej daty. Sposób w jaki zostaje opisany świat przedstawiony w Przebudzeniu Lewiatana daje nam możliwość przypuszczania, że ta przyszłość nie jest wcale taka odległa.
 
Gwiazdy i inne konstelacje wciąż pozostają poza zasięgiem człowieka, jednak ludzkość zdążyła już zasiedlić cały Układ Słoneczny – Księżyc, Marsa, Księżyce Jowisza, Saturna, Pas Asteroid, itd. Kontrolę nad układem po części sprawuje Ziemia i Mars. Mieszkańcy Pasa Asteroid popychani przez niechęć do obcych rządów i ambicję stworzenia własnej frakcji powołują twór o nazwie Sojusz Planet Zewnętrznych. Część z nich walczy o zyskanie głosu w Układzie Słonecznym jednak skrajny odłam identyfikowany jest z terrorystami. Jak łatwo się domyślić sytuacja polityczna między trzema dużymi nacjami jest napięta. Zamiast współpracy i wzajemnych korzyści, ludzkość stoi na skraju wojny, w której, biorąc pod uwagę zależność od wzajemnych dostaw surowców, nie będzie żadnego zwycięzcy. Jeśli ucierpi którykolwiek, odczują to wszyscy.
 
Jim Holden, będąc pierwszym oficerem lodowcowca dostarczającego wodę do na stacje górnicze Pasa, wraz załogą natrafia na opuszczony statek, który staje się pretekstem do zniszczenia ich okrętu – Canterbury. Równowaga w Układzie Słonecznym zostaje zachwiana. Ziemia, Mars i Pas oskarżają się wzajemnie o atak i zabójstwo dziesiątek niewinnych osób.
 
Detektyw Miller pracujący na stacji Ceres dla Star Helix Security otrzymuje zadanie odszukania Julie Mao, córki bogatego i wpływowego biznesmena. Problemy ze śledztwem wzbudzają podejrzenia u detektywa i motywują go do dalszego rozgrzebywania sprawy.
 
Holden i Miller to główni bohaterowie książki, na których skupia się cała akcja. Śledzimy dwutorową fabułę z punktu widzenia Jima i Detektywa. Obie postaci mocno kontrastują ze sobą – Holden to niepoprawny optymista i idealista, a Miller posępny i cyniczny pracownik biura Star Helix. Miałem wrażenie, że to właśnie ta postać ciągnie całą fabułę, to właśnie Detektyw jest tą postacią, dzięki której nie możemy oderwać się od kolejnych stron książki. Jednak kiedy fabuła przeskakuje na Jamesa Holdena zaczynają się pojawiać drobne zgrzyty. Rozumiem zamysł autora na przedstawienie tej postaci, ale zabrakło tu konsekwencji i chociażby jednej ciekawej cechy.
 
Z drugiej strony pojawia się sporo postaci drugoplanowych, które zdają się być stworzone jedynie do osiągnięcia określonego celu i nic więcej. Proste jak budowa cepa, brak zagłębiania się w ich rozważania czy motywacje to ogromny minus tej książki. Mimo to, taka postać jak Amos potrafi być bardziej ciekawa od Jima Holdena.
 
Jeśli wywołałem do tablicy jedną z głównych wad powieści trzeba wspomnieć również o braku tła w całej historii. Polityczna sytuacja i eskalacja konfliktu przedstawiona jest tylko z perspektywy dwóch głównych bohaterów. Nie mamy żadnego wglądu w sytuację na Marsie ani na Ziemi, nie wiemy nic co dzieje się w rządach obydwu największych nacji. Ogromny świat bardzo szybko zostaje zawężony do dwóch osób.
 
Całe szczęście dwie wspomniane wady zostały naprawione podczas przenoszenia powieści na mały ekran. W serialu drugoplanowym postaciom poświęcono dużo więcej czasu niż w książce, co dało możliwość ich rozwinięcia oraz rozbudowano wątki dotyczące eskalacji konfliktu między Ziemią, Marsem i Pasem. Krótko mówiąc – dostaliśmy to czego bardzo brakowało Przebudzeniu Lewiatana.
 
Książka jest napisana prostym językiem,ogromnym plusem jest znikoma ilość specjalistycznych słów z zakresu fizyki czy budowy statków, dzięki czemu czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Jednak niewielka liczba tych terminów wcale nie oznacza, że świat jest pozbawiony praw fizyki. Według mnie to największa zaleta książki – nie ma tu laserów, głośnych wybuchów w przestrzeni, sztucznego ciążenia na statkach kosmicznych i innych drobiazgów ułatwiających działanie świata przedstawionego. W zamian za to dostajemy realizm w formie specjalnie zaprojektowanych statków, na których ciążenie jest wynikiem ciągu silnika. Widzimy reakcje organizmu ludzkiego na przekraczanie granicznych przeciążeń. Przestrzeń jest zupełnie ciemna, a statki oświetlone są tylko ze strony, z której padają promienie słoneczne bądź poprzez zewnętrzne reflektory. Co chwilę pojawiają się strzępki informacji na temat działania sił Coriolisa obecnych na każdej stacji w Pasie Asteroid. To tylko kilka przykładów realizmu, które powodują, że jesteśmy sobie w stanie umiejscowić historię w niedalekiej przyszłości.
 
Podsumowując – przeczytałem książkę już po obejrzeniu trzech sezonów serialu, znając historię, mogąc wyobrazić sobie opisywany świat oraz bohaterów i według mnie dość mocno rzutuje to na odbiór Przebudzenia Lewiatana. Uważam, iż książka jest mocnym streszczeniem serialu, ponieważ dużo wątków i bohaterów zostało w niej spłyconych. Jeśli powieść trafiłaby w moje ręce przed jego produkcją na pewno ocena byłaby dużo niższa. Jednak znajomość historii z małego ekranu wpływająca w dużym stopniu na wyobraźnię podczas czytania książki na pewno ułatwiła mi jej odbiór.

Czy sięgnąłbym po nią, gdyby serial nie był w zawieszeniu? Tego nie wiem. Na pewno jest wiele lepiej napisanych książek z nurtu science-fiction. Jednak w moim przypadku chęć poznania dalszych losów załogi Rocinante zwyciężyła i nie żałuję. Dlaczego? Można wytknąć sporo wad w Przebudzeniu Lewiatana, ale w kolejnych tomach jest już tylko lepiej.

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

2 myśli na temat “Przebudzenie Lewiatana – James S.A. Corey

  • 23 maja 2019 o 1:35 pm
    Permalink

    Świeżo po przeczytaniu pierwszego tomu, zgadzam się z wszystkimi wytkniętymi wadami. Mam jednak nadzieję, że Holden troszkę ewoluuje w kolejnych tomach (nie będzie taki bezpłciowy), o ile oczywiście się w nich pojawi. I liczę rozwiną dalej temat Erosa.

    • 24 maja 2019 o 1:25 pm
      Permalink

      Ewoluuje na pewno. Wydarzenia w każdym kolejnym tomie mocno wpływają na załogę, ich relacje, ale również są przyczyną rozwoju niektórych postaci – w tym Holdena. Jednak czy sprawi to, że nie będzie taki bezpłciowy? Według mnie niestety nie, ale może to kwestia indywidualna.

      Niedługo pojawi się w serwisie recenzja drugiego tomu i wątek Erosa będzie jego minusem niestety. Zdecydowanie zepchnięty na poboczny tor. Skupiono się na czymś co ma z nim związek oczywiście, ale sam Eros nie odgrywa żadnej roli. Jednak pocieszę Cię – w trzecim tomie, to co się stało z Erosem odegra jedną z najważniejszych ‚ról’ 🙂

Dodaj komentarz