Rebel Fleet: Flota Oriona – B. V. Larson

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się czy loty kosmiczne można porównać bardziej do pilotażu myśliwca czy nawigowaniu okrętem? Nawet jeśli nie to drugi tom cyklu „Rebel Fleet” zada to pytanie za Ciebie. Jeżeli przyjrzeć się temu dłuższą chwilę można stwierdzić, że dwie przestrzenie (Siły Powietrzne i Wodne) faktycznie przenikają się w wielu aspektach jeśli mówimy o lotach w przestrzeni kosmicznej. B. V. Larson zgrabnie pochyla się nad tym tematem, a wskutek tego powstają dwie książki z gatunku space opery czy military sci-fi. W „Rebelii” każda bitwa w kosmosie przedstawiana jest z perspektywy pilota myśliwca. Dzięki temu walki stają się bardzo dynamiczne, widowiskowe i pełne zwrotów akcji – niczym z najlepszych blockbusterów kinowych. „Flota Oriona” z drugiej strony ukazuje nam bitwy oczami kapitana przebywającego na mostku, którego głównym zadaniem jest rozdzielenie określonych zadań każdemu z członków załogi. Przenosimy się z kokpitu małego statku na mostek większego okrętu niczym z serii Star Trek.

O ile ilość międzygwiezdnych walk jest podobna i dalej mamy do czynienia z typową powieścią gatunku space opery, o tyle ich mechanika różni się całkowicie od tej stosowanej w pierwszym tomie. Zamiast szaleńczo-samobójczych ataków małej jednostki liczącej na łut szczęścia, „Flota Oriona” skupia się w dużo większej mierze na taktyce, strategii, wyczekiwaniu, zasadzkach, zadawania niewielkiej ilości, śmiertelnych ciosów oraz liczeniu na łut szczęścia. Całkowita zmiana sposobu prowadzenia i przedstawienia bitwy w przestrzeni kosmicznej jest podyktowana określonymi cechami okrętu, jednakże trzeba przyznać autorowi, iż zupełnie nie ujmuje to dynamice. Mimo stosowania zupełnie innej taktyki jedno pozostaje niezmienne – konieczność podejmowania decyzji w ułamek sekundy. Zdecydowanie zapewnia to sporą dawkę emocji i zwrotów akcji.

Jednakże w tym wszystkim jest jeden, wspomniany już dwa razy, minus – szczęście. Hektolitry szczęścia wylewane wiadrami na głównego bohatera, Leo i członków jego załogi. Nieważne w jak beznadziejnej sytuacji znalazłby się on sam czy jego statek, w pewnym momencie możemy być pewni, że i tak zdarzy się jakiś cud. W każdym razie możemy zakładać to z dużą dozą prawdopodobieństwa. To chyba jeden z niewielu minusów książki, który odrealnia nam trochę całą fabułę i bohaterów. Rozumiem, że mamy do czynienia z gatunkiem science-FICTION, jednak mimo wszystko jeśli tłem historii jest technologia i rozwój cywilizacyjny, zdecydowanie stawiałbym na realizm. Zamiast tego, czasem można odnieść wrażenie, że główny bohater dzierży w swoim ekwipunku wszystkie symbole szczęścia – niezliczoną ilość czterolistnych koniczyn, podkowy zawsze zwrócone do góry, itd.

Czy odbiór powieści staje się poprzez to gorszy? Zdecydowanie nie. „Flota Oriona” jest dojrzalszą kontynuacją „Rebelii”. Główny bohater (wciąż momentami lekko irytujący) nie jest już tak bardzo lekkomyślny i rzucający się na żywioł. Co więcej – stara się potwierdzić swoją reputację będąc głównym prowodyrem intryg czy zasadzek. Postaci drugoplanowe są momentami trochę zbyt mocno przerysowane, ale to i tak lepiej niż bezpłciowość pojawiająca się w pierwszym tomie cyklu. Na plus trzeba zaznaczyć dużo mniejszą ilość dziecinnych dialogów na linii człowiek-obcy oraz (muszę to wytłuścić) CAŁE SZCZĘŚCIE dużo mniej nachalne sceny seksu. Za samo zmniejszenie ilości tych wątków B. V. Larson od razu zasługuje na ocenę wyżej. Zdecydowanie część militarna udaje mu się dużo lepiej niż emocjonalna.

„Flota Oriona” to wciąż lekka, przyjemna i szybka lektura zabierająca nas w odległe rejony galaktyki i rzucająca w dużą ilość, dynamicznych, pełnych zwrotów akcji walk w przestrzeni kosmicznej. B. V. Larson czerpie garściami z najlepszych powieści, seriali i filmów military s-f nie powodując przy tym wrażenia kopiowania. W serii „Rebel Fleet” na pewno odnajdą się fani Star Treka jak i Gwiezdnych Wojen, ale i również wszyscy, którzy oczekują niewymagającej rozrywki.

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *