Rebel Fleet: Rebelia – B. V. Larson

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Drageus Publishing House miałem okazję zapoznać się z nową serią książek pt. „Rebel Fleet”. Autorem jest B. V. Larson, twórca ponad 50 książek z gatunku fantastyki naukowej, w Polsce najbardziej rozpoznawalny za sprawą cyklu Star Force liczącego aż 10 tomów! Niestety nie miałem okazji jeszcze zapoznać się z tą serią, chociaż słyszałem głosy, że „Rebel Fleet” ma z nią wiele wspólnych mianowników. Jednakże w moim przypadku Larson wystartował z czystą kartą i muszę przyznać, że wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie!

Pierwszy tom cyklu, „Rebelia”, wprowadza nas powoli w przeogromne uniwersum, lecz na tyle sprawnie, że nie przyprawia o ból głowy. Na początku historia toczy się w kameralnej atmosferze na naszym ziemskim padole. Były żołnierz odkrywa wraz z przyjaciółmi tajemniczy artefakt obcych, który jest przyczyną wciągnięcia ich w sidła większej historii. Okazuje się, że w Gromadzie Oriona, co tysiąc lat tajemnicza rasa rządzących wysyła flotę na ćwiczenia, podczas których losowo niszczą całe planety. Światy Rebeliantów gromadzą okręty wojenne oraz zaczynają rekrutację do Gwiezdnej Floty na każdej możliwej planecie o odpowiednim stopniu rozwoju cywilizacji. Tysiąc lat temu, podczas ostatniej bitwy, na Ziemi wikingowie plądrowali wybrzeża Anglii. Dzisiaj wciąż lekko zacofani względem innych planet, ale zdecydowanie bardziej rozwinięci niż tysiąc lat temu, stajemy się dobrym narybkiem dla floty rebeliantów.

Leo Blake jest jednym z wielu, który zostaje zarażony symbiotem wzbudzającym agresję i chęć do rywalizacji. Każda z takich osób zostaje zmuszona do brutalnych testów i walk, które mają wyłonić najlepszych z najlepszych. Już od początku wszyscy zaczynają rozumieć metodę działania systemu. Najważniejsze to zdobyć największą ilość punktów, a punkty dostajesz za wszystko – od wygranej potyczki z wrogiem poprzez walkę z przyjacielem, pokonanie osoby wyższej stopniem, itd. Zasada działa podczas rekrutacji do floty jak i również w szeregach dowództwa, poprzez co w pewnych momentach lekko wypacza myślenie przełożonych, którzy przekładają ilość zdobycia możliwych punktów nad dobrem ogółu. Powoduje to wiele intryg, knucia, zakulisowych rozgrywek. Flota Rebeliantów musi stworzyć ogromny kolektyw, który wspólnie odeprze wrogi siły, lecz paradoksalnie w jej wewnętrznych strukturach nie ma ani grama współpracy. Najważniejsze jest by mieć oczy dookoła głowy.

Jak wspomniałem – rekrutacja załogi odbywa się na wielu zamieszkałych planetach przez co cała flota jest zbieraniną ogromnej ilości różnych gatunków obcych. Autor powieści w tym aspekcie pochylił się nad nawiązaniami do ziemskiej fauny. Każda rasa ma wspólny mianownik, z którymś ze znanych nam zwierząt – ssaków, gadów, owadów, etc. W głównej mierze z wyglądu, ale również i w pewnych zachowaniach (jak np. rasa dużych kotów).

Opisy gatunków są bardzo wyraziste i nie przysparzające problemów z wyobrażeniem sobie każdego z nich, jednakże trzeba przyznać, że przy tak wielkich możliwościach jakie daje ilość obcych istot rozumnych, wszystkie postaci drugoplanowe są bardzo spłycone. W pewnym momencie miałem wrażenie, że są w tej książce tylko po to aby zaspokajać potrzeby seksualne Leo Blake’a i jego kompanów. W mojej ocenie to spory minus książki. Płytkie dialogi w wątkach miłosnych i seks międzygatunkowy zupełnie nie przekonywały i zdecydowanie było tego za dużo.

Najbardziej rozbudowaną, ale nie bardziej przekonującą postacią jest główny bohater. Typowy macho, superbohater, któremu nic nie jest straszne i z każdej opresji wyjdzie obronną ręką. Przedstawiciel ludzkiego gatunku, który traktowany jest z pogardą i poniżeniem przez inne rasy obcych, stara się pokazać że zupełnie na to nie zasługujemy cały czas idąc pod prąd, przez co staje się głównym bohaterem heroicznych czynów.

Jeżeli oczekujesz głębi postaci, refleksji nad ich czynami – tutaj tego nie znajdziesz. Jednak jeśli nie zależy Ci na trudnej książce, a chciałbyś się dobrze pobawić czytając space opere, trafiłeś bardzo dobrze!

Mimo kilku niedociągnięć książka ma wiele plusów. Po brzegi naszpikowana jest akcją. Zaczynając od potyczek podczas testów przez dużo, naprawdę DUŻO dobrze opisanych bitew w przestrzeni kosmicznej, a kończąc na walce o punkty między członkami jednej załogi. Taki motyw sprawia, że nigdy nie wiemy co będzie działo się na kolejnych kartach „Rebelii”. Od momentu kiedy historia przenosi się poza naszą planetę akcje zdecydowanie przyspiesza i nie zwalnia do samego końca. Przymykając jedno oko na głupie romanse, a drugim ciesząc się z każdego starcia w kosmosie, gwarantuje że przeczytasz Rebelię” bardzo szybko i  z chęcią sięgniesz po drugi tom!

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *