Shadow Raptors: Kurs Na Kolizję – Sławomir Nieściur

„Kurs Na Kolizję” to jedna z trzech książek, od których zaczynam współpracę z Wydawnictwem Drageus. Jest ono mi znane ze względu poruszania się głównie w seriach z gatunku science-fiction, jednak niestety jak do tej pory nie miałem okazji przeczytać żadnej książki spod ich szyldu. Możliwość rozpoczęcia współpracy w końcu w pewnym stopniu zmusza mnie do szybkiej lektury i zapobiega przerzucaniu książki na dalsze miejsca w mojej prywatnej ‚kolejce do przeczytania’.

Sławomir Nieściur debiutował jako pisarz w 2016 roku powieścią „Wedle Zasług” z serii S.T.A.L.K.E.R. Shadow Raptors to jego pierwsza próba wejścia w ramy zupełnie innego gatunku. W „Kursie Na Kolizję” od zera tworzy swoje własne uniwersum idealnie wpisujące się w definicję space opery. Czy jest ono odkrywcze? Czy zaskakuje nowymi rozwiązaniami? Raczej nie. Co więcej, podczas czytania zdecydowanie przywodzi na myśl inspirację powieściami w stylu „W przededniu” (prequel „Gry Endera”) czy serią Expanse, czerpiąc same najlepsze rzeczy z każdej z nich.

Istnieje wiele książek traktujących temat pierwszego spotkania z obcą rasą jako inwazję na Ziemię i całą ludzkość, jednak czy nie jest możliwe, że w przyszłości taki schemat mógłby zostać odwrócony? Rasa ludzka w swoich genach ma zapisaną chęć ekspansji, poszerzania granic, odkrywania tego co nie odkryte. Co by się stało w przypadku gdybyśmy to my byli agresorami?

Sławomir Nieściur tworząc bazę do historii sięgną po coś rzeczywistego. Odkryta w 2017 roku kometa przelatująca przez Układ Słoneczny stała się inspiracją do stworzenia rasy obcych oraz wyglądu ich statków kosmicznych. Została nazwana Oumuamua, co w języku hawajskim oznacza „pierwszego posłańca”. Dlaczego akurat taka nazwa? Odkryty skalny obiekt charakteryzował się bardzo nieregularnym torem lotu, tak jakby ktoś zmieniał jego kurs, stąd padło przypuszczenie odkrycia pierwszego obiektu Obcych. Jak się okazało, nieregularne zmiany w trajektorii lotu powodowane są najprawdopodobniej wyrzutami gazu z powierzchni komety.

W „Kursie Na Kolizję” dokładnie taki sam skalny obiekt pojawia się w Układzie Słonecznym również w 2017 roku, jednak po dwóch latach znika w niewyjaśnionych okolicznościach gdzieś pomiędzy Jowiszem a Marsem. Wkrótce zaczynają pojawiać się i znikać kolejne okręty obcych. W ich kierunku wysłano sondy badawcze, które odkryły w tym rejonie przejście, tzw. Fałdę, do układu gwiezdnego Epsilon Eridiani. Niecałe czterdzieści lat później docierają tam pierwsze, ziemskie okręty kolonizacyjne dziesiątkując cywilizację obcych i wypędzając ich ze swojej planety. Przez 150 lat ludzkość żyje na podpitej planecie prowadząc regularną, partyzancką wojnę ze Skunami (tak nazwali obcą rasę) ukrywającymi się w Pasie Asteroid. Nastaje jednak dzień, w którym na radarach pojawia się ogromny okręt wojenny, będący zwiastunem zemsty.

Nie bój się – to nie jest spoiler. W każdym razie niewielki. Całą powyższą historię poznajemy już w pierwszym rozdziale. Autor przedstawia rys historyczny stosując kilka przeskoków czasowych umożliwiających zobrazowanie tła, w którym ludzkość jest agresorem. Opowiadana historia umiejscowiona jest w dwóch układach słonecznych jednak nie tworzy to z niej ogromnej space opery – wręcz przeciwnie. Cała opowieść jest bardzo kameralna zupełnie jak w pierwszym tomie, wspomnianej wcześniej serii Expanse, „Przebudzeniu Lewiatana”. Fabuła skupia się wokół kilku techników pracujących na Stacji Oribtalnej oraz Kapitanów i załóg krążowników Rubież i Pandemonium. Wiemy, że skolonizowaną planetę zasiedla kilka milionów ludzi. Wiemy, że Układ Słoneczny nie ogranicza się tylko do Ziemi. Wiemy również, że obydwa sektory stały się odrębnymi tworami politycznymi i nacjami, między którymi relacje nie są najlepsze. Wszystkie strzępki informacji wychwytujemy na przestrzeni całej książki, które próbujemy ułożyć w większe, bardziej spójne tło. W „Kursie Na Kolizję” tym właśnie są te informacje – tłem. Fabuła skupia się głównie na sposobie zatrzymania zbliżającego się statku wojennego Skunów do planety AEgir, za który odpowiedzialna jest niewielka grupa ludzi.

Postaci nie są jednolite, autor w umiejętny sposób nadaje charakterystyczne cechy każdej z nich przedstawiając je w sposób, który momentalnie wzbudza akceptację. Zdecydowanie nie ma problemu z odróżnieniem bohaterów, przydzieleniem imienia do określonego zachowania czy wypowiedzi. Każda osoba jest na tyle realistyczna i przekonująca na ile wymaga tego powieść. Faktycznie brakuje mocnego akcentu, osoby która zdecydowanie ciągnie całą historię, w zamian za to każdy komu poświecono kilka kartek wydaje się być w mniejszym bądź większym stopniu potrzebny.

Opisy świata przedstawionego niektórym mogą wydawać się za długie i trochę zbyt szczegółowe, jednak ja stawiam za to ogromy plus. Każdy z nich buduje odpowiedni klimat i składa się na stworzenie uniwersum. W fantastyczno-naukowej powieści, w której pojawiają się statki kosmiczne, różnego rodzaju bronie, zbroje militarne, skafandry czy sprzęty medyczne nie da się zrezygnować ze specjalistycznego słownictwa. To prawda, problem pojawia się, gdy jest ono bardzo niezrozumiałe, jednak w recenzowanej książce, mimo iż jego ilość jest dość duża, to jest bardzo łatwo przyswajalna.

Książka od początku do końca sprawia wrażenie stworzonej jako geneza, wstęp do większego uniwersum. Z tego względu autor najpewniej zdecydował się do bardzo kameralnej fabuły aby nie zniechęcić czytelnika ilością wątków. Dzięki temu z wielką chęcią czekam na kolejne tomy, w których (mam nadzieję) dowiem się więcej o obecnej sytuacji politycznej między Kolonią a Układem Słonecznym oraz, w których (na to czekam naprawdę bardzo, bardzo!) zostanie rozbudowany wątek Sztucznej Inteligencji. Już w „Kursie Na Kolizję” dowiadujemy się o sposobie działania maszyn, programów i możliwości uzyskania przez nich samoświadomości – daje to naprawdę ogromne pole do popisu i pokazania dylematów moralnych na płaszczyźnie człowiek-maszyna.

Najnowsza książka Sławomira Nieściura to dla mnie ogromnie pozytywne zaskoczenie. Mam nadzieję, że wykreowane drzwi do nowego uniwersum zostaną otwarte na oścież i będziemy świadkami czegoś spektakularnego na arenie polskiej fantastyki naukowej. Zdecydowanie polecam każdemu „Kurs Na Kolizję” – ja zapisuję sobie serię Shadow Raptors z tyłu głowy i z niecierpliwością czekam na kontynuację cyklu.

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

Dodaj komentarz