Star Trek: Discovery – Season 2

! UWAGA ! SPOILERY Z PIERWSZEGO SEZONU !

Jeśli nie widziałeś jeszcze tego serialu (a zamierzasz) zapoznaj się z recenzją pierwszego sezonu – KLIK

Pierwszy sezon serialu Star Trek: Discovery w całości przypisany był do szufladki Równoległy Wszechświat. Wynalezienie napędu czerpiącego energię z zarodników i zasada jego działania było główną przyczyną ‚teleportacji’ do alternatywnego uniwersum. Załoga powróciła do swojej rzeczywistości, jednak ‚spóźniona’ o kilka miesięcy. W tym czasie wojna z Klingonami nabrała tempa, a Gwiezdna Flota jest na skraju upadku. Załoga statku Discovery okazuje się ostatnią deską ratunku i w znaczący sposób przyczynia się do zawarcia rozejmu z agresywną nacją najeźdźców. Względny pokój w galaktyce daje możliwość znalezienia nowego kapitana dla Michael, Saru i reszty załogi, po tym jak zostali zdradzeni przez Gabriela Lorcę, który w konsekwencji swoich czynów, zginął w równoległym wszechświecie. Legendarny statek U. S. S. Enterprice przechodzi gruntowne naprawy po wojnie, w związku z czym Kapitan Pike zostaje oddelegowany do tymczasowego przejęcia dowodzenia na Discovery.

Pierwszy odcinek serialu wprowadza główny wątek, który prowadzony jest w bardzo przemyślany sposób.  Na krańcach galaktyki pojawia się siedem dziwnych sygnałów i sygnatur energii, a to zaczyna niepokoić Gwiezdną Flotę. Kapitan Christopher Pike przejmuje dowodzenia nad statkiem Discovery i wyrusza zbadać anomalie. To zdecydowany powrót do korzeni, gdzie jedną z najważniejszych misji była eksploracja kosmosu, znalezienie nowych, zasiedlonych planet czy ras, z którymi można nawiązać kontakt. Każdy z pojawiających się sygnałów zmusza załogę statku do podróży w miejsca, które są nieznane lub, do których z pewnych względów wydano zakaz lotów.

Drugi sezon przedstawia nam załogę statku jako odkrywców, mediatorów, obrońców na czele których stoi idealista, człowiek honoru z niezachwianym kodeksem moralnym – Christopher Pike. W opozycji do Gabriela Lorci, nowy Kapitan Discovery jest ucieleśnieniem wszystkich najlepszych cech charakteryzujących Gwiezdną Flotę, jednocześnie będąc w tym bardzo naturalnym. Pike staje przed wieloma dylematami i trudnymi decyzjami, które wymagają przeciwstawienia się regulaminowi, nadstawiając ponad niego swój kodeks moralny. Nawet jeśli momentami jego decyzje mogą wydawać się lekkomyślne czy ryzykowne, za każdym razem robi wszystko w imię większego dobra.

Postać Christophera to jedna z głównych zmian w stosunku do poprzedniego sezonu. Zdaję sobie sprawę, że Pike (obok Kirka) jest bardzo dobrze znaną postacią dla fanów uniwersum Star Treka i mogą pojawiać się różne głosy co do doboru aktora i jego gry aktorskiej. Ja jedna do tej pory znałem tylko nazwisko i wystartowałem z białą kartą, która została zapisana samymi superlatywami. Anson Mount (znany chyba najbardziej z bardzo dobrego serialu Hell on Wheels) odegrał tę rolę tak dobrze, że przekonał mnie do siebie w stu procentach. Zdecydowanie jest najjaśniejszym punktem drugiego sezonu.

Druga (zakładam, że bardzo kontrowersyjna) zmiana to wprowadzenie Spocka – chyba najbardziej rozpoznawalnej postaci ze świata Star Trek. Na pewno wiele fanów będzie miało sporo pytań do relacji między nim a Michael, która nigdy wcześniej nie została wspomniana. Prawdopodobnie część osób będzie oburzona tak mocnym mieszaniem w uniwersum, a zwłaszcza w życiu legendarnej już postaci. Jednak wiecie co? Na tym polu nie ma żadnych zgrzytów. Relacje między Michael a Spockiem, nim a ich rodzicami – wszystko to ma ręce i nogi. Oceniając ten zabieg z perspektywy nie-fana, jestem zdecydowanie na tak!

Kolejnym sporym plusem w rubryce ‚rozwój serialu’ jest dużo większa ilość czasu poświęcona postaciom drugoplanowym. Załoga będąca na mostku Discovery nie jest anonimowa, a to głównie za sprawą Kapitana Pike, który potrafi stworzyć coś na kształt rodziny. We wspomnianej rubryce mogę dopisać również dwa minusy. Jeden za postać Jett Reno (wprowadzonej już od pierwszego odcinka), którą można określić mianem irytującej. Mimoza. Memła. Tragedia. Sposób wysławiania się sprawiał, że miałem za każdym razem ochotę nacisnąć przycisk ‚mute’. Drugi, największy minus leci za jeszcze bardziej rozbudowany, gejowski wątek, niż w pierwszym sezonie. Wszelkie zalety jakie Anthony Rapp stara się wypracować w postaci Stametsa spektakularnie zostają wysłane w czarną dziurę dobrego smaku, gdy na arenę wchodzi wątek miłosny.  

Na koniec, jeśli ktoś nie zauważy to trzy małe smaczki ode mnie, za co serial dostaje kolejne plusiki.

  • Wspomnienie Elona Muska jako historycznej postaci – nie wiem czemu, ale za każdym razem bardzo podoba mi się taki wtręt
  • Krótka wymiana zdań, w której pada żart na temat westernu, skwitowany uśmiechem Kapitana Pike – subtelne odniesienie do jego roli w serialu Hell On Wheels
  • Rewelacyjne nawiązanie do serialu Stargate SG-1 i standardowego zagrania Richarda Andersona – pamiętacie te wszystkie momenty, gdy drużyna wychodząc z pomieszczenia szła w jedną stronę, a on w przeciwną? Ogromny plus za to nawiązanie 🙂

Drugi sezon serialu Star Trek: Discovery to wszystko co najlepsze z pierwszego powielone razy dwa. Bardzo dobrze poprowadzony główny wątek, akcja toczy się równomiernie przez cały sezon i kończy na spektakularnym finale. Nie doświadczamy żadnego zwolnienia akcji jak w przypadku pierwszego sezonu. Lekki, nienachalny humor połączony z bardzo dobrą i przekonującą grą aktorską większości osób. To wszystko jest receptą na bardzo dobrą produkcję. Za drugi sezon moja ocena idzie zdecydowanie w górę!

Na koniec pozostaje tylko pytanie: co scenarzyści zrobią z Michael a co z Pike’iem? Którą drogę obierze kolejny sezon?

Robert, na co dzień trener personalny, a w wolnych chwilach nałogowy czytacz i oglądacz szeroko rozumianego science-fiction.

Dodaj komentarz