Zenith – S. Alsberg, L. Cummings

War was a heartless thing, claiming lives left and right. But it was the survivors who had to continue battling even after the fight was over.

„Zenith” jest książką sci-fi autorstwa Sashy Alsberg i Lindsay Cummings. Główna bohaterka, Androma Racella, jest potężną najemniczką i piratką, która zyskała sobie miano Krwawej Baronowej. Jest kapitanem statku Maruder i wraz ze swoją załogą, składającą się z równie zaradnych towarzyszek, podróżują po całej galaktyce Mirabel w poszukiwaniu dobrze płatnych zleceń. Wszystko się jednak zmienia, gdy ich statek zostaje pochwycony przez łowcę nagród, Dexa. Androma dostaje zlecenie, któremu nie może odmówić. Wyruszają więc na straceńczą misję, której nikt inny w całej galaktyce nie mógłby podołać.

„Zenith” jest dość pokaźną książką, co może nieco przerażać. Zaczyna się jednak od razu wartką akcją, więc szybko wciąga czytelnika swoją opowieścią. Niestety, tempo to nie utrzymuje się przez całą książkę. Jest ona podzielona na segmenty, mamy tu momenty, gdzie wszystko toczy się bardzo szybko i nie sposób przerwać czytania, jednak potem dostajemy około stu stron, gdzie nic specjalnego się nie dzieje. Bohaterowie odpoczywają, plotkują albo rozpamiętują swoje niezbyt mądre. życiowe decyzje.  Dla mnie tego rozprężenia było trochę zbyt dużo, przy tym gatunku książek zdecydowanie wolę więcej akcji. Moim zdaniem książkę czytałoby się zdecydowanie lepiej, gdyby wyrzucić z niej co najmniej setkę stron. Kiedy jednak coś się działo, to było naprawdę epicko i spektakularnie. Pojedynki na elektryczne miecze i broń palną, pościgi statkami kosmicznymi, dramatyczne ucieczki z więzienia… dla każdego coś miłego.

„Zenith” ma również oryginalny świat. Mamy tu zupełnie nową galaktykę i planety, które bohaterowie odwiedzali były bardzo obrazowo opisane. Czego mi zabrakło, to szerszej deskrypcji różnych ras pojawiających się w książce, a było ich niemało. Tymczasem odnosi się wrażanie, że jedyne czym się różnią, to kształty czy kolor krwi. Brakowało mi opisu ich zwyczajów, kultury, czy jakichś charakterystycznych cech. Nawet język był wszędzie jeden i żadne dialekty nie były wspominane.

Postaci w książce łatwo dało się lubić. „Zenith” jest pełen silnych i niezależnych kobiet. Załoga Andy jest jednocześnie jej jedyną rodziną i dziewczęta wspierają się w każdej sytuacji, nie bacząc na wzajemną przeszłość czy piętna, jakie przypięło im społeczeństwo. Dobrze jest czytać o takiej silnej, kobiecej przyjaźni w książkach przeznaczonych dla młodych ludzi. Mamy tu również romans między Andromą i łowcą nagród Dexem, ten mi jednak niespecjalnie podszedł. Łączy ich klasyczna relacja lawirująca pomiędzy nienawiścią a miłością. Rozdziały mamy tu napisane z perspektyw różnych bohaterów, więc mamy wgląd w myśli i uczucia każdego z nich. Szczególnie irytowały mnie części Dexa, które były bardzo chaotyczne emocjonalnie. W jednej chwili pałał do Andromy żądzą mordu i nie mógł się doczekać, by wyrzucić ją ze statku, który mu ukradła, by za chwilę chodzić za nią krok w krok i skamleć jak skrzywdzony szczeniaczek o chwilę rozmowy o ich wspólnej przeszłości, bo tak naprawdę wciąż ją kocha. Dla mnie to w ogóle nie trzymało się kupy.

Natomiast najbardziej podobał mi się wątek Nor, królowej umierającej planety Xen Ptera. Przypadła mi do gustu ta historia wyobcowanego systemu, który zniszczony wojną i doprowadzony do ruiny został pozostawiony by powoli i w męczarniach dokonać swego żywota. Jednak jego mieszkańcy nie tylko się nie poddali, wręcz przeciwnie, królowa Nor zaplanowała zemstę tak spektakularną, że rzuci na kolana całą galaktykę.

Mimo tego, że na ostatnią wielką akcję trzeba było trochę czekać (około stu stron, liczyłam), to warto było. Nie było ono specjalnie zaskakujące, ale za to dobrze napisane. Wszelkie plany wzięły w łeb, sytuacja w galaktyce została przewrócona do góry nogami a chaos zapanował wszędzie. I jak pewnie możecie się domyślić, Androma nieprędko powróci do swojego przewidywalnego życia kosmicznej piratki. Podczas czytania tej książki nie byłam pewna, czy sięgnę po kontynuację, ale dzięki temu zakończeniu jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej. To się nazywa dobre zakończenie. Jeśli lubicie lekkie sci-fi z silnymi kobiecymi bohaterkami, to z pewnością możecie sięgnąć po tę książkę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *